Gdyby nie kontuzje ...

2015-05-04 15:39

WYWIAD  TYGODNIA

Gdyby nie kontuzje ...

rozmowa z Piotrem Pietruszką (juniorzy Stali Mielec, Przełęcz Dukla, Holandia),

foto: przelczdukla1947.futbolowo.pl

W sezonie 2011/2012 Przełęcz Dukla i Nafta Jedlicze stoczyły zażarty bój o IV ligę. Była to walka niczym o Debalcewo. Wygrała Dukla po weryfikacji zremisowanego ostatniego ze spotkań z rezerwami Stali Sanok jako walkower na swoją korzyść.

Dziś oba zespoły znów są w klasie okręgowej i Dukla znów ma przewagę . Oni jeszcze mogą awansować, Nafciarze mogą robić wyliczenia ile punktów będą potrzebować by nie mieć derbów z Brzozovią.

Nie ma za to już nie tylko rezerw Stali, ale i pierwszej drużyny tego klubu. Ostatnio zarówno Dukla jak i Jedlicze przegrały wysoko swoje sparingi po 1-5 odpowiednio z Glinikiem Gorlice i Wisłokiem Wiśniowa.

 

Piotr Pietruszka nie miał udziału w awansie do czwartej ligi Przełęczy  za to poznał smak bojów z tym klubem w tej lidze. Obecnie Przełęcz radzi sobie bez niego, gdyż zmuszony był wybrać zagraniczny transfer do Holandii.

W jakim klubie grałeś, gdy Dukla walczyła o awans z okręgówki?

W tym czasie szkoliłem sie piłkarsko i osobiście w juniorach Stali Mielec.Wróciłem, gdy nie bylo szans na grę w mieleckiej Stali , mówię o seniorach.Może byłoby inaczej, gdyby nie kontuzja i "niepowaga" niektórych osób związanych z klubem w Mielcu. Nikt się mnie nie pytał czy chcę zostać, bo zdawali sobie sprawę z mojego przygotowania do gry. Nabawiłem się kontuzji, gdy byłem w trzeciej klasie gimnazjum podczas gry w Stalowej Woli. Był to wtedy najlepszy okres do gry, bo wchodziły Mistrzostwa Polski, a ja mogłem to tylko ogladać z trybun. Dwa lata minęło jak doszedłem do siebie, ale to nie było już to samo. Gdyby nie kontuzja prawdopodobnie do dziś biegałbym po boisku i to byłaby moja praca. W Polsce jest tak, że grasz dobrze to bierzemy go, a jak masz kontuzję to nie widzi się zawodnika.

Jak trafiłeś do Stali Mielec?

W Dukli zacząłem przygodę z piłką, grałem w orlikach od trzeciej klasy do szóstej włącznie. Zadzwonił trener z Mielca i pojechałem z kolegą na testy. W sumie w Mielcu spędziłem sześć lat z czego cztery grałem, już wiesz dlaczego. Ciężko było wrócić po dwuletniej kontuzji, ale mi się to udało i dokonałem tego sam. Nikt nie zapytał czy potrzebuję jakiś specjalistycznych treningów czy coś w tym stylu. Wszystko począwszy od przygotowania fizycznego do gry w pierwszym meczu zawdzięczam sobie i swojemu charakterowi. W Mielcu powróciłem do gry na koniec sezonu, gdy byłem w drugiej klasie liceum, ale to było tylko bieganie, rozruchy itp. Póżniej zagrałem sezon w juniorach starszych po wywalczeniu miejsca w składzie na Mistrzostwa Polski. Odpadliśmy z Lechem Poznań, skończyłem szkołę i zdecydowałem, że wracam do Dukli. Miałem inne, że tak powiem oferty, ale zdecydowałem się na grę w Przełęczy. Nabawiłem się kontuzji, gdy miałem 15 lat, a więc w bardzo ważnym dla piłkarza wieku. Wrócilem do gry po dwóch latach więc jest to przepaść, najlepszy wiek do grania i rozwijania się. Szukałem klubu, ale nikt nie był mi w stanie czegokolwiek zapłacić. Mieszkasz daleko od domu, potrzebujesz pracy, a pracą miało być granie w piłkę. Po rozmowach z prezesem Dukli zdecydowałem się zostać tutaj na pół lub jeden sezon, a przez ten czas będę też studiował wychowanie fizyczne w Krośnie. Dawałem radę pogodzić treningi z zajęciami do czasu kolejnej, a zarazem pierwszej poważnej kontuzji w Dukli. Znów naderwałem mięsień dwugłowy i znów musiałem leczyć się na własną rękę. Trwało to pół roku, a drużyna potrzebowała każdego zawodnika, gdyż kadra w Dukli nie była szeroka.

Gazety pisały, że na mecz z Malawą wybiegliście bez rozgrzewki...

Niestety tak i właśnie tam nabawiłem się ponownego urazu. Jadąc do Malawy kierowca pomylił drogi i błądziliśmy koło Rzeszowa. Dojechaliśmy pieć minut po siedemnastej, a spotkanie miało trwać już od pięciu minut. Pierwszy i ostatni raz w życiu wybiegłem na mecz bez rozgrzewki. Najgorsze to, ze graliśmy w bagnie i każdy ślizg mógł spowodować grożną kontuzję. W pierwszej rundzie w Przełęczy pograłem tylko parę meczy, bo leczyłem groźny uraz. Przyszła propozycja trenowania juniorów młodszych w Dukli na co się zdecydowałem. Prez kontuzję zrezygnowałem ze studiów skupiając się na pracy z juniorami i pracą nad tym by wrócić do zdrowia.

Jak wspominasz grę w czwartej lidze

Na początku wiadomo awans do czwartej ligi to atmosfera była fajna, wszystko było fajne.Pierwszy sezon graliśmy czternastoma zawodnikami i to było najgorsze w tym wszystkim. Mała, wąska kadra. Nie było stać klubu by wzmocnić kadrę doświadczonymi graczami poza Śliwińskim i Słowakiem Danielem Jurćem. Dwóch doświadczonych graczy i bramkarz jako trzeci, a reszta to młodzi ludzie. Średnia wieku w pewnym momencie wynosiła 19 lat, może nawet mniej.

Słyszałem, że brakowało zawodnikom podczas meczy wody do picia i kibice z trybun ją dostarczali podczas gry?

Kto bywał na meczach to widział co się działo. Fakt w drugim sezonie były i takie sytuacje, ale powtarzam to był drugi sezon w którym zaczęły się problemy finansowe, sponsorzy zaczęli się wycofywać, a nam wmawiano, że pieniądze będą. Młodzi zawodnicy, z ambicjami chcieli grać wbrew problemom, walczyć za klub dopóki się da. Nie sądziłem, że może dojść do tego, że będą chcieli nawet rozwiązać zespół.Wreszcie skończył się czas obiecanek i każdy zaczął się domagać o swoje. Zresztą to jest małe miasteczko, wszyscy tutaj wiedzą jak było.

 Byliśmy młodzi, a naszym priorytetem była gra w 4 lidze i jestem pewien, że gdyby wszystko było w porządku z organizacją w klubie jak i poza nim to dalej gralibyśmy na czwarto ligowych boiskach, a nawet można było i mierzyć wyżej.

Trenowaliśmy po 12-16 łącznie z juniorami. Po informacji, że istnieje opcja rozwiązania klubu każdy zwątpił w dalszą przyszłość w Dukli, ale zostali tak naprawdę ci co chcieli ratować ten klub. Kto jak mógł tak się starał.

Czasem dobrym meczem zaskakiwaliście wszystkich...

 Z każdym zespołem można było wygrać tylko po prostu kadra była wąska. Na mecze jeździło 13-14 zawodników z tego 2-3 chłopaków z rocznika 97. Graliśmy ambitnie nawet jak nie szło, a młody zespół potrafił odebrać punkty liderom. Brakowało tylko doświadczenia. Nie mieliśmy nic do stracenia dlatego wyglądało to jak wyglądało.

Niektóre mecze przegrywaliśmy na własne życzenie. Stracone bramki w końcówkach, 3-4 do zera do 15 minuty. Nie chce się tłumaczyć, ale brakowało sił w końcówkach, o koncentracji nie wspomnę. Wszystko się na siebie nakładało i wyszło jak wyszło. Zdecydowaliśmy, że dogramy sezon do końca.

 Kibice byli 12 zawodnikiem w ciężkich chwilach?

Nie zawsze kibice nam pomagali. Mówię tutaj o starszych osobach narzekających na wszystko. Jest dobrze to noszą cię na rękach, jest źle to jesteś nikim. Taka jest prawda, a oni sami sobie nie zdawali z tego sprawy co działo się w klubie, jaka sytuacja była finansowa. To jest w Polsce powszechne, taka loża szyderców, ale byli i kibice którzy jeździli w ciężkich czasach (od początku drugiego sezonu w 4 lidze) i pomagali na tyle na ile się dało i za to ich cenię. Oni nie byli kibicami sukcesu. Zawsze przybili piątkę po meczu, porozmawiali z tobą o meczu, plusy, minusy… . To były osoby dobrze mi znane, które szanuję i szanować będę.

Obecnie pracujesz w Holandii, a co z piłką w twym życiu? Masz przecież dopiero 21 lat.

W Holandii niestety nie gram , aczkolwiek bylem na kilku treningach w klubie, który można porównać do piątej ligi w Polsce. Wrażenia fajne, organizacja na poziomie, zawodnicy w porządku, a trener starający się o każdego zawodnika. Pozytywnie odbierałem te treningi. Teraz chodzi mi o to żeby znaleźć klub na miejscu w Holandii. O karierze ciężko mówić, ale mogę jeszcze pokopać i zobaczę co przyniesie czas. Może się uda. Podstawa sukcesu to być w pełni zdrowym i żeby nie przytrafiały się już więcej kontuzje wykluczające na dłuższy okres.

Wtedy będzie można spokojnie przepracować okres przygotowawczy i myśleć o dalszej przygodzie z piłką.